I'm scared... can you hear me?
Bywają w życiu takie chwile, które w pamięci pozostają. Choć czas mija, one nie przemijają... Ale znalazł się ktoś, kto pomógł przeboleć, one nie znikły, lecz pomógł wyjść... wyjść na nową drogę...
sobota, 2 stycznia 2016
Prolog
Było zimno. Stałam przed Nowo Yorskim instytutem w, którym już niedługo miałam zamieszkać. Koło mnie stał mój brat. Odprowadzał mnie tu z Idrysu...
- Jonathan? - zapytałam brata.
- Tak?
- Ja... - nie umiałam tego wypowiedzieć. Łza spłynęła mi po policzku. Odwrócił się do mnie i trochę przykucną, żeby być na tej samej wysokości gdyż nie byłam najwyższego wzrostu.
- Hey, co jest? - zapytał czule i otarł mi łzę.
- Bo... bo ja się... boje... - powiedziałam ze smutkiem.
- Czego? Instytutu? Clary jesteś silna, masz 16 lat poradzisz sobie - odpowiedział i wstał.
- A co jak mnie nie zaakceptują przez to jakie mam nazwisko? Wiesz, że ludzie nie przepadają za naszym ojcem...
- Nasze nazwisko jest piękne...nie nasza wina, że mamy za ojca bydlaka... - powiedział to a ja nawet się trochę zaśmiałam.
- Po za tym mieszkają tam Lightwood'owie jak byłem mały bawiliśmy się razem z Alec'em...
- Oj weź ale kiedy to było... na pewno się zmienił... zresztą ty a nie ja...
- Nie marudź tylko idź już - powiedział i mnie przytulił - O ile wiem masz rzeczy już w pokoju.
- Będę tęsknić.
- Ja też Clary... ale są dobre skutki... ojciec już nie będzie cię bić... - na te wspomnienia zadrżałam. Mojemu ojcowi zdarzało się często karać nas batem. Przytuliłam się ostatni raz do brata. Gdy miałam już iść Jonathan powiedział:
- Tylko pamiętaj "kochać to niszczyć..."
- "... a być kochanym to być zniszczonym". Tak pamiętam. - dokończyłam. Przez moment można było zobaczyć jak mój brat się uśmiechnął...
- Skup się na nauce Clary.
- Kocham cię braciszku - powiedziałam
- Też cię kocham siostrzyczko - odpowiedział
W tym momencie weszłam do Instytutu...
Mam nadzieję, że prolog się podoba :3. Komentujcie jeśli wyszed całkiem dobrze bo to mój pierwszy ^^.
/Misia
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)